Wywiad

Patrick Ney: Jestem Polakiem, ale herbatę piję tylko z mlekiem

By 8 marca 2020 No Comments

Ludzie mają ultraniskie poczucie własnej wartości, bo tak zostali wychowani. Staram się to zmieniać.

Jerzy Chodorek: Klaszczesz, gdy lądujesz na lotnisku w Wielkiej Brytanii?

Patrick Ney: (Śmiech) Tak! Robię to celowo. Niestety coraz mniej Polaków klaszcze.

Podtrzymujesz tradycję.

Moja córka już to nawet podchwyciła. Ludzie w samolocie pozytywnie reagują i do nas dołączają. Czasem jednak przesadzam i klaszczę za długo.

To w Polsce zobaczyłeś pierwszy raz?

Dwanaście lat temu we Wrocławiu. Totalnie nie mogłem zrozumieć, dlaczego pasażerowie są wdzięczni za lądowanie. Przecież samoloty są bezpieczniejsze od samochodów! To było megaśmieszne i mi się spodobało.

A klasyczny wąs – nie myślałeś o zapuszczeniu?

Oczywiście, że miałem. Mój ostatni post na facebooku o wąsach był bardzo popularny. Reakcje były ogromne, chociaż większość mi odradzała.

Ale przez jakiś czas wąsy miałeś.

Z kumplem zapuściliśmy. Stworzyliśmy nawet „Stowarzyszenie Mężczyzn z Wąsami i Dziećmi”…

Czyli można powiedzieć, że nadajesz nowe znaczenie polskim – często nieuświadomionym – zwyczajom.

Przeszedłem już etap fascynacji. Teraz to dla mnie codzienność. Dzisiaj jestem bardziej polski niż brytyjski.

[Red. W tym momencie kelnerka przynosi nam herbatę. Patrick pyta -”co to jest?” Mówię – „czarna herbata”. Patrick zdziwiony odpowiada – „Dude! Bez mleka herbata?! W takich sytuacjach odzywa się we mnie jednak Brytyjczyk]

Wróćmy jednak do tematu. W Polsce jesteś już dziesięć lat. Twoje pierwsze wrażenie?

Miałem szok kulturowy. To było we Wrocławiu w 2008 roku. Odwiedzałem pierwszy raz rodzinę mojej ówczesnej dziewczyny. Wylądowaliśmy na starym, wojskowym lotnisku. Jej rodzice wyglądali bardzo słowiańsko. Ojciec – wysoki, dobrze zbudowany facet – podszedł do mnie nagle i … pocałował trzy razy w policzek. “What the effing hell is this?” – wtedy pomyślałem.

Jak to odebrałeś?

Uznałem, że jestem w dziwnym miejscu. Potem jechaliśmy samochodem przez wrocławskie blokowiska. Za oknem były szare, obdrapane budynki. To był pierwszy obraz Polski. Czułem się jak w Belgradzie. Nie miałem pojęcia o historii tego kraju.

I kilka następnych dni spędziłeś we Wrocławiu?

Wtedy zmieniłem perspektywę. Poznałem słynną polską gościnność. To było niesamowite. Matka mojej dziewczyny otworzyła lodówkę i powiedziała, gdzie jest masło, ser, mleko.

Czyli Twoja historia zaczyna się klasycznie – zakochałeś się w kobiecie i postanowiłeś się przeprowadzić.

Totalnie! W Londynie zapisałem się na lekcje polskiego. Oprócz mnie było siedmiu facetów, którzy też uczyli się języka ze względu na miłość do Polek. W ten sposób chcieli zrobić wrażenie na ich rodzicach.

Potem jednak Twój scenariusz nabiera dynamiki. Postanawiasz tutaj zamieszkać na stałe

To była bardzo nieracjonalna i nielogiczna decyzja. Tak jak Polska. Ale tutaj jestem wśród swoich. W żadnym innym miejscu tak się nie czuję – zarówno w Stanach Zjednoczonych, Irlandii i Wielkiej Brytanii. Moja mama jest niezbyt zadowolona z tej decyzji. Ale tutaj mam dom, dwa kredyty, dwójkę dzieci i jedną żonę.

No i dziesięć lat wystarczyło, żebyś został najpopularniejszym anglojęzycznym twórcą internetowym w kraju. Gdzie był klucz do sukcesu?

Zaczynałem od anglojęzycznego bloga na temat życia Brytyjczka na emigracji. Strona szybko zdobyła popularność – ludzie chcieli czytać o polskiej rzeczywistości. Ale tak naprawdę wszystko zaczęło się 11 listopada 2014 roku. Wtedy napisałem wiersz o Polsce, nagrałem film i wrzuciłem do Internetu. Nagranie okazało się viralem i miało kilka milionów wyświetleń.

Zażarło.

Dostałem wtedy mnóstwo wiadomości, że jestem geniuszem i to jest niesamowita twórczość. Dla mojego ego to było niebezpieczną pożywką. Przez takie rzeczy łatwo się zgubić. Ale to był przełom i zacząłem kręcić filmy o Polsce.

I co to były za filmy?

Wiele materiałów było niskiej jakości. Porównywałem różnice dźwięków jakie wydają polskie i brytyjskie zwierzaki. What the fuck ?! Zasięgi robiło, ale treści były żenujące. Potem postawiłem na bardziej ambitne tematy.

Wszedłeś na rejestry, które odnoszą się do narodowej tożsamości i historii kraju. Nie łatwo o tym mówić.

Ważny jest złoty środek. W Wielkiej Brytanii ludzie zapomnieli o swojej historii. A Polacy pamiętają. W Wielkiej Brytanii patriotyzm nie jest cool. Tutaj jest inaczej.

Czyli jak?

Patriotyzm jest wartością. Chociaż też wpadamy w przesadną martyrologię. Mam na myśli „My”, czyli Polacy. Chodzi mi o zerojedynkowe podejście do przeszłości. To, że mówiąc o bohaterach pomijamy niewygodne tematy. Zawsze obok szlachetnych ludzi znajdą się zdrajcy i konfidenci. W debacie publicznej trochę o tym zapominamy.

Albo patos albo nic?

Chyba mamy wrażenie, że wszyscy powinni interesować się polskimi bohaterami. Mam tutaj bolesną informację. Nikt nie interesuje się II Wojną Światową. Nie obchodzi to Brytyjczyków, Amerykanów, a nawet Żydów. Byłem w Izraelu w zeszłym roku. Nam się wydaje, że relacje polsko-żydowskie są słabe. A oni mają zupełnie inne problemy, niż Polska.

Niedawno przeprowadzono ankietę wśród młodych Brytyjczyków. Padło tam pytanie „Kto jest odpowiedzialny za Holokaust?” Wyobraź sobie, że 17 procent respondentów napisało, że to Polacy! A blisko 5 procent, że Brytyjczycy. Ludzie nie interesują się historią.

W jaki sposób wpłynęło na Ciebie zajmowaniem się historią?

Ostatnio brałem udział w Biegu Tropem Wilczym w dniu Żołnierzy Wyklętych. Nie byłem wtedy w najlepszej formie i chciałem się zatrzymać. Miałem jednak w głowie przeświadczenie, że jeżeli odpuszczę, to po prostu się poddam. A Polacy się nie poddają. I to jest dla mnie fascynująca cecha – siła charakteru.

Zacząłem też doceniać swoją codzienność. Mój najgorszy dzień w życiu jest niczym w porównaniu z godziną spędzoną w obozie koncentracyjnym.

No i Polacy są bardzo pracowici. To mi naprawdę imponuje.

To budujące narodowe cechy. Ale rzeczywistość składa się z wielu barw. Miesiąc miodowy dobiega końca i pojawia się codzienność, kolejki w urzędach i disco polo.

Ale ja lubię disco polo! Kto tego nie lubi?

Zdarzają się tacy ludzie… Naprawdę lubisz disco polo?

A ty nie?! Disco polo to najlepsza muzyka do zabawy. Wszystkie laski szaleją jak wchodzi taka nuta. Nie trzeba znać słów – wystarczą głupie melodie tych piosenek, kilka luf i czego więcej potrzeba w życiu. Do panienek na parkiecie dołączają chłopaki w t-shirtach i impreza się rozkręca.

Powiedzmy, że mnie przekonałeś. Ale wróćmy do pytania – co przychodzi po początkowej fascynacji? Mieszkasz tutaj dziesięć lat. To jak długi związek.

To prawda. Dzisiaj mam głębszą perspektywę. Nie mam tej początkowej fascynacji. W ciągu dekady miałem też kryzysowe sytuacje.

Najtrudniejsza była chyba śmierć prezydenta Gdańska – Pawła Adamowicza. Ta tragedia mnie autentycznie zraniła. Boli mnie też antysemityzm, który jest niewidoczny na co dzień, ale ujawnia się w niektórych momentach. To mnie dotyka, bo interesuje mnie historia Holokautsu.

Takie rzeczy – agresja, hejt, przemoc – sprawiły, że miałem kryzys. Zastanawiałem się przez chwilę, czy chcę tu mieszkać.

Po prostu myślałem, że po dziesięciu latach znam Polaków. Okazało się jednak zupełnie inaczej…

Ale jednak zostałeś.

Mogę to porównać do relacji. Wyobraź sobie, że po dziesięciu latach związku z kobietą ona nagle pokazuje zupełnie inną twarz. Budzisz się rano, patrzysz na nią i nie wiesz kim tak naprawdę jest – mieliśmy wiele fajnych momentów, spędzaliśmy czas i nagle jest kryzys.

Ale pomimo to miłość jest silniejsza, ponieważ krytyczne momenty stają się fundamentem mocnego związku. I tak widzę swój stosunek do Polski. Trudne sytuacje są jak ogień, który hartuje naszą relację.

Czyli jesteś już tutaj zakorzeniony.

Dużo o tym ostatnio myślę. Tutaj odnalazłem swoją tożsamość. Jako obcokrajowiec stałem się Polakiem i zostałem super przyjęty. Z kolei jeżeli w Wielkiej Brytanii Polak podawałby się za Brytyjczyka, zostałby uznany za frajera. Może dopiero w kolejnym pokoleniu jego dzieci zostałyby uznane za Brytyjczyków. A w Polsce ludzie są otwarci i są w stanie przyjąć obcokrajowców jak „swoich”. Uważam, że tak, jak „amerykański sen”- istnieje „polski sen”.

Czym jest ten „polski sen” ?

Kluczowe słowo tutaj to „wolość”. Polacy doceniają wolność i są w stanie oddać za nią swoje życie. To robi wrażenie.

A nad jakimi cechami narodowymi należałoby jeszcze popracować?

Powinniśmy być milsi i mniej ekstremalni w naszych zachowaniach oraz emocjach. Chciałbym, żeby Polacy mieli wyższe poczucie własnej wartości, byli bardziej pozytywni, uśmiechnięci i pragmatyczni, szlachetni wobec mniejszości. Jesteśmy jednym z najsilniejszych państw Unii Europejskiej! To dużo. Dlatego wiara w siebie przede wszystkim. To podstawa szczęścia!

Można powiedzieć, że tłumaczysz na nasz język i kulturę angielską frazę „always look on the bright side of life”.

To chyba dobry trop. Ludzie mają ultraniskie poczucie własnej wartości, bo tak zostali wychowani. Staram się to zmieniać. Prowadzę biznes parentingowy, pracuję na co dzień z rodzicami. Okazuje się, że niektórzy po prostu nie potrafią przytulić swoich dzieci i powiedzieć prostego „kocham cię”. A to dlatego, że tego nie dostali od swoich rodzin.

Dużo mówisz o poczuciu wartości. W jaki sposób według Ciebie należy ją w sobie budować?

Musiałem mieć ekstremalne doświadczenie, aby to zrozumieć. Trafiłem do szpitala i prawie tam umarłem. Po prostu zostałem napadnięty, jak wyszedłem z baru w centrum Warszawy. Nic z tego nie pamiętam – obudziłem się z krwiakiem mózgu. Te skrajne doświadczenie uświadomiło mi, że mam ograniczony czas. Średnia wieku mężczyzn w Polsce to siedemdziesiąt cztery lata. Zrozumiałem wtedy, że zostanie tyle po mnie ile zdążę zrobić. Wtedy też zrozumiałem, że autentyczną wartością są relacje, które w codzienności i pracy bywają zaniedbywane.

Dlatego praca nad priorytetami jest bardzo ważna. Dzisiaj wiem kim jestem – a to przez spotkania, rozmowy, przeczytane książki, terapię.

I jesteś szczęśliwy ?

W obliczu śmierci wszystko staje się bardzo jasne. Wtedy zadałem sobie pytanie – w jaki sposób pomagam innym, tylko to pytanie przyszło mi do głowy. I w tym widzę dzisiaj widzę szczęście.

Czyli szczęście to pomaganie innym?

Odpowiem cytatem. Witold Pilecki napisał w 1946 roku: „Człowiek w ostatnich chwilach swojego życia przyznawał zawsze, że tylko po nim zostało na ziemi wartością trwałą i pozytywną, co dać potrafił z siebie innymi ludziom”. To wisi nad moim biurkiem i patrzę na to codziennie.

Zamierzasz mieszkać tutaj do końca życia?

Oczywiście.

Czyli zaczniesz pić kiedyś czarną herbatę?

O nie, niektóre rzeczy importuję. Jestem Polakiem, ale herbatę piję tylko z mlekiem.


Fot. Dawid Krasnopolski

Patrick Ney – Brytyjczyk mieszkający w Polsce, filmowiec, przedsiębiorca, dziennikarz, miłośnik polskiej kultury i historii, laureat Nagrody BohaterON im. Powstańców Warszawskich w 2019 roku.