Mogę opisać, w jaki sposób zakopać trupa, żeby nie znalazł go helikopter z termowizją, ale po co? Dzisiaj wolę dawać przykład, że można żyć inaczej.


Jest rok 1988. Paweł Cwynar po raz pierwszy trafia do izby dziecka w Legnicy. Ma szesnaście lat. Znajomi recydywiści i ludzie z poprawczaka, których poznał zaledwie kilka miesięcy wcześniej, widzą w nim materiał na zawodowego przestępcę. Jest bezwzględny, niereformowalny i silny – atletyczna budowa ciała, mocne uderzenie.

Kondycję fizyczną wyrobił jeszcze w podstawówce. Zanim zafascynował się tatuażami, językiem więzienia i przemocą, trenował czwórbój. Osiągał wysokie wyniki, jak sam mówi: na półce gromadził trofea i złote puchary, a w sobie dumę i poczucie wyższości. Nie było od niego lepszego zawodnika. Pojawiła się perspektywa kariery sportowej.

W zawodówce jego marzenia drastycznie się rozsypały. Nauczycielowi wychowania fizycznego obojętny był talent młodego sportowca, nie chciał nad nim pracować. Duma szesnastoletniego chłopaka została boleśnie zraniona. Pojawiła się frustracja, pycha, brak nowych wyzwań. Rodzicom powiedział, że chce mieć zamek w drzwiach swojego pokoju, bo to pozwala mu się skupić przy czytaniu książek, które, oprócz sportu, były jego pasją.  Pod kluczem, w nocy, zaczął się wymykać z mieszkania. Skakał z parteru przez okno i szukał wrażeń. Znajdował je przy okolicznych ławkach, ciemnych ulicach i miejscach, gdzie spotykało się lokalne środowisko przestępcze – starzy recydywiści i młodzi z poprawczaków, łysi, groźni z tatuażami, kontestujący system polityczny. Zaczął poznawać język ulicy oraz więzienne zasady, które recydywiści wpajali młodym. Przestępca nie mógł napadać na niepełnosprawnych. Nie okradał kobiet w ciąży, kościoła ani cmentarzy. Nie ważył się podnieść pięści na księdza i osoby starsze. To było święte.

Zaimponował mu rygor i hierarchia, których doświadczył na ulicy. Szybko się uczył i przyswajał reguły gry środowiska. Został zauważony, bo spełniał wszystkie wymagane warunki. Pojawiły się pierwsze napady i awantury w lokalnych spelunach.

Fot. Ewelina Krupa 

Smak krwi

„Zacząłem brać udział w przestępstwach. Zazwyczaj chodziliśmy na akcje w kilka osób. Było parę takich lokali w Legnicy. Siedzieli tam faceci z wypchanymi portfelami. Pamiętam, że odbywało się to zazwyczaj w dziesiątym, piętnastym lub trzydziestym dniu każdego miesiąca. Po prostu nie wracali do swoich domów z wypłatą, tylko szli pić. W knajpie impreza do późna, a nad ranem wracał taki typ zawiany do domu. Wtedy go łapaliśmy, dostawał w łeb, dochodziło do rabunku. W bardzo prymitywny sposób. To mnie wciągało – pościgi, bójki, adrenalina. Szybko wrosłem w ulicę degradując się moralnie, psychicznie. Mówiłem tym językiem, wiedziałem z kim trzymać, kogo znać. W końcu trafiłem do izby dziecka. Miałem 16 lat” – opowiada Paweł Cwynar.

W celi Cwynar spotyka swojego przyjaciela z wolności. Osadzeni nie zamierzają długo przebywać w ośrodku wychowawczym. Przygotowują plan ucieczki. W nocy mają zawołać strażnika, gdy ten otworzy drzwi, przyjmie ciężkie uderzenie w głowę.

„Hałasowałem, robiłem zamieszanie, wołałem strażnika. Gdy milicjant zapytał, o co chodzi i otworzył drzwi spostrzegłem, że stoi przede mną mężczyzna ważący sto dwadzieścia kilo. Nie miałem szans, jednak wyprowadziłem cios. Facet mnie złapał za wszarz, rzucił dwa razy o ścianę i ponownie wpuścił do celi. Tyle było z tej ucieczki. Nie byłem świadomy wykroczenia, którego się dopuściłem. Miałem 16 lat i zaatakowałem funkcjonariusza na służbie. Rano milicja zrobiła manifestację siły. Przyszli po mnie z tarczami, psami i pałami. Zostałem mocno pobity, skatowany, pękała mi skóra, tryskała z niej krew. Potem zabrali mnie do osobnej celi. To był luty. Mróz na zewnątrz. Zostawili otwarte okno, rozebrali mnie, zabrali koce i oblali lodowatą wodą. Czułem, że umieram. Pierwszy raz poznałem słony smak krwi”.

W izolatce przebywa dwa tygodnie. Następnie, przeniesiony do zakładu poprawczego w Głogowie, ponownie próbuje uciec, ale i tym razem mu się nie udaje. Zdobywa jednak uznanie współosadzonych. Jego brawura i nieobliczalne zachowanie dają mu przepustkę do półświatka. Wchodzi głębiej w środowisko. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, uczy się od innych, jak zostać zawodowym przestępcą. Jak mówić, kraść, bić. Młody chłopak w zakładzie poprawczym ulega przemianie, wkracza na drogę zawodowego przestępcy.

„W zakładzie poprawczym byłem rok. To wystarczyło, żebym się stoczył i poznał zasady panujące w tamtym miejscu. Po odsiedzianym wyroku w poprawczaku skrzyknęliśmy grupę znajomych, zaczęły się napady. Wyszedłem na wolność i po miesiącu – we Wrocławiu – zostałem znowu złapany.  Miałem siedemnaście lat. Dyrektor więzienia powiedział, że nie chce się ze mną użerać i trafiam do celi starych recydywistów. Wtedy się dużo działo. Szybko porozumiałem się z grypsującymi, bo to była ekipa z mojego miasta. Czasy transformacji systemowej.  Duży bałagan. My to wykorzystywaliśmy, pędziliśmy bimber w celi. Piłem, potem skakałem po oknach, tłukłem szyby. Byłem zdegenerowany moralnie, niereformowalny. Uczyłem się tego, jak w szkole.  Uczyłem się, jak być złym człowiekiem. Do tego stopnia, że w nocy recydywiści budzili mnie i odpytywali z języka więziennego”.

Tam na górze nie ma zasad

W 1993 roku Paweł Cwynar kończy odsiadywać kolejny wyrok. Uczestniczy w działaniach zorganizowanych grup przestępczych. Jest poszukiwany przez wszystkie media w kraju. W konsekwencji policyjnej prowokacji trafia ponownie do więzienia. Czekając kilka tygodni w areszcie konstruuje replikę pistoletu. Wykorzystuje do tego drewniane elementy łóżka. Cwynar zamierza wyciągnąć broń na sali sądowej, przystawić do skroni sędziego, a następnie uciec. Jedna z osób w areszcie donosi o jego planie. Zostaje przechwycony przez jednostki antyterrorystyczne i przy zachowaniu wyjątkowych środków ostrożności przewieziony ponownie do zakładu karnego. Przyznano mu status więźnia szczególnie niebezpiecznego.

Po przetransportowaniu do więzienia o zaostrzonym rygorze w Wołowie starzy recydywiści uznają Cwynara za jednego ze swoich – dają mu carte blanche. Ma po swojej stronie wpływowych ludzi. Jest protegowany przez najważniejsze jednostki ze środowiska przestępczego Polski lat 90. Po wyjściu z zakładu karnego w 1998 roku pojawia się na walce bokserskiej Andrzeja Gołoty z Timem Witherspoonem. Tam poznaje najważniejszych, w tym Pershinga i żołnierzy gangu pruszkowskiego. Rozpoczyna życie zawodowego gangstera, pojawiają się duże pieniądze – miesięczne dochody Cwynara dochodzą do pięćdziesięciu tysięcy złotych. Wiąże się to z ogromnym stresem, wojnami o miasto i wpływy. Za każdym razem musi sprawdzać lusterkiem, czy pod samochodem nie ma zamontowanych ładunków wybuchowych.

„Staw jest jeden – szczupaków jest dużo i każdy chce być tym największym, który zjada inne. Gdy raz zaczynasz gromadzić pieniądze, nie możesz przestać. Nie ma granicy. Jest też presja środowiska. W pewnym momencie musisz jeździć luksusowym mercedesem, pić drinki za sto dolców. Zostałem wychowany na zasadach starej recydywy. Kiedy zetknąłem się z dużymi miastami zauważyłem, że tam nie ma reguł. Nie chciałem porywać dzieci osobom, które znałem. A to się tam zdarzało. Brak zasad w dużych miastach mnie zraził i wróciłem do tego, na czym zostałem wychowany”.

Fot. Ewelina Krupa 

Doświadczenie śmierci

Przez kolejne lata Paweł Cwynar prowadzi swoją działalność w miejscu, w którym dorastał i spędził dzieciństwo. W Legnicy i okolicznych miastach na Dolnym Śląsku posiada  ugruntowaną pozycję, jest szanowany i otoczony lojalnymi ludźmi. Współtworzy z nimi struktury prężnie funkcjonującej przestępczej organizacji.

Jego działalnością zaczynają interesować się organy ścigania. Centralne Biuro Śledcze inwigiluje siatkę przestępczą Cwynara wykorzystując do tego podstawionych ludzi, aranżując fałszywe transakcje, stosując podsłuch.

Zebrany materiał dowodowy jest bardzo poważny – handel narkotykami, bronią, ładunkami wybuchowymi. Grozi mu 15 lat więzienia. W 2005 roku wrocławska prokuratura proponuje mu układ – uzyskanie statusu świadka koronnego. Na podstawie swojej sieci kontaktów miałby wystawiać policji wysoko postawionych gangsterów. Ma dwie możliwości: pierwsza to wyjazd do Hiszpanii – nowe nazwisko, dokumenty, zachowanie majątku i współpraca z policją. Druga to piętnaście lat wyroku. Cwynar odmawia współpracy. Tłumaczy, że takie są zasady, które wyznaje i nie będzie ich łamał. Trafia do celi izolacyjnej. Następne miesiące będą granicznym doświadczeniem.

„Wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem. Byłem całkowicie odosobniony – wygłuszone pomieszczenie, pełna izolacja. Jeśli się nie mylę, w tej izolatce jeden chłopak wytrzymał najdłużej siedem miesięcy. Napisał list do dyrektora zakładu karnego, że się powiesi i to zrobił. Nie jestem w stanie tego opisać, jak to siada na głowie. To jest doświadczenie śmierci – wszechobecnego mroku, szaleństwa. Miałem wgląd w całe życie – myślałem o wszystkim co tracę. Nie wiedziałem, ile minęło czasu. Na szali miałem wyjście, współpracę. Wiedziałem jednak, że tego nie zrobię. Najbardziej bolał mnie brak sensu życia, beznadzieja, pustka. Nie widziałem dla siebie nigdzie miejsca. Gdybym wyszedł za 15 lat i tak już bym nie miał nic. Pobyt w głuchej izolatce miał poprzedzić przełom w moim życiu”.

Gangster z miotłą w ręku

Po wielu miesiącach odosobnienia Cwynar znajduje w izolatce kilka wyrwanych kartek Nowego Testamentu. Nie dowie się nigdy, w jaki sposób tam trafiły. Pomieszczenie jest izolowane i nikt, oprócz personelu więziennego, nie ma do niego dostępu. Więzień ubiega się z czasem o możliwość uzyskania całego egzemplarza Biblii. Po długich staraniach, wbrew regulaminowi zakładu karnego, w końcu dostaje księgę od strażnika.

Przełomowym wydarzeniem w biografii Pawła Cwynara ma być jednak sen. To on sprawi, że grypsujący przestępca odsiadujący kilkanaście lat więzienia, mający status więźnia niebezpiecznego, postanowia przewartościować swoje życie.

„W tej ciasnej izolatce przyśniło mi się, że idę długim korytarzem. Po prawej stronie znajdowały się pałacowe drzwi, po lewej były okna. Otworzyłem jedne drzwi i wszedłem do pomieszczenia. Stałem w wielkiej auli. Na środku znajdował się mały, więzienny, obdrapany stolik. Siedziały przy nim dwie postacie. Z lewej strony zajmował miejsce elegancki, młody mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze. Wiedziałem wtedy – jak we śnie – że jest to szatan. Po prawej stronie czułem, że znajduje się Bóg. Nie widziałem go. Odczuwałem intensywnie jego obecność. Bóg rozdał nam karty. To była rozgrywka w pokera. Usiadłem do gry. Szatan gestem wypychającym na środek stolika wysunął najcenniejsze rzeczy materialne tego świata. Widziałem tam kamienie szlachetne, luksusowe samochody, nieruchomości. Bóg w odpowiedzi, w tym samym geście, wysunął niezidentyfikowany przedmiot.  Nie wiedziałem, co to jest. Miałem tylko świadomość, że posiada nieocenioną wartość”.

Cwynar po tym doświadczeniu zaczyna intensywnie poszukiwać odpowiedzi w Biblii. Zrozumienie snu ma zająć mu kolejne tygodnie. Nawiązuje w tym czasie kontakt z kapelanem więziennym. Postanawia przystąpić do sakramentu spowiedzi z całego życia. Tamten moment uważa za początek swojego nawrócenia. Interpretuje swój sen, jako walkę toczącą się między Bogiem i szatanem o jego duszę. W trakcie wewnętrznej przemiany rozmawia również z funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego, którym po raz ostatni deklaruje, że odrzuca propozycję zostania świadkiem koronnym.

Wyrok ostatecznie zostaje złagodzony. W więzieniu spędza sześć lat i wychodzi na wolność w 2011 roku.  Zrywa kontakty ze środowiskiem przestępczym i stara się znaleźć legalną pracę. Wszystkie rzeczy przypominające mu o przeszłości wynosi na śmietnik. Zaczynają się pierwsze problemy i zderzenie z codziennością. Cwynar dostaje wezwanie do odpracowania w Zieleni Miejskiej wykroczeń z przeszłości – w tym jazdy samochodem pod wpływem alkoholu. Uważa, że jest to kolejna lekcja pokory. Pomimo tego, że jeszcze kilka lat temu w swoim mieście był szanowanym gangsterem, szefem grupy przestępczej, postanawia legalnie odpracować wykroczenia.

Zakłada zielony uniform pracownika społecznego, bierze do ręki miotłę i wychodzi na główną ulicę Legnicy. Przychodzą starzy znajomi, którzy traktują pracę Cwynara jak widowisko: robią zdjęcia telefonami, wytykają palcami, nagrywają filmy.

„Jeszcze w więzieniu zacząłem czytać encykliki, życiorysy świętych, katechizm. Imponowała mi pokora świętego Franciszka. Albo postawa świętej Tereski od dzieciątka Jezus – jaka to była młoda i silna kobieta. Wszystko zacząłem nadrabiać. I to mnie powoli uspokajało. Ale kroków na wolności uczyłem się z dnia na dzień. Konwersacji, rozmowy z ludźmi, spokoju – żeby nie straszyć, nie huczeć. To był potężny trud, który musiałem podjąć i z którym mierzę się każdego dnia”

W tamtym okresie zaczyna również publikować krótkie formy na Facebooku. Niewielkie teksty przyjmowane są z dużym entuzjazmem przez jego znajomych, którzy namawiają go  przez do napisania książki. Postanawia to zrobić, jednak aby ją wydać potrzebuje dziewiętnastu tysięcy złotych. Pieniądze zamierza zarobić za granicą. Wyjeżdża do pracy w Wielkiej Brytanii.

„Kochałem pisać i czytać od dziecka. Uważam, że to jest mój talent. Myślałem, że za granicą będą łatwe i szybkie pieniądze. Zarobię kilkanaście tysięcy, wrócę, wydam książkę”.

Nie znając języka i nie mając znajomości trafia po paru tygodniach na ulicę. Nie ma pieniędzy, śpi w opuszczonym samochodzie, zdobywa pożywienie na śmietnikach, dochodzi do sytuacji, gdy musi pić wodę z kałuży. Po raz kolejny jego organizm jest ekstremalnie wyczerpany. Po wielotygodniowej tułaczce londyńskimi ulicami znajduje pracę na skupie złomu. Pracuje przez trzy miesiące od szóstej rano do pierwszej w nocy. Pewnego dnia trafia  do Polskiej parafii. Poznaje tam księdza, który pomaga mu wyrobić dokumenty umożliwiające dalszy pobyt w Wielkiej Brytanii. Dostaje również lepiej płatną pracę, w porcie lotniczym Londyn – Heathrow.

„W Londynie pracowałem kilka miesięcy za grosze. Później dostałem lepszą pracę. Zarobiłem na wydanie mojej powieści i nowy start. Dzisiaj mieszkam w Szwecji, pracuję, piszę książki. Trudno to zrozumieć, ale tak jest. Chcę zmierzyć się z najlepszymi. Nie chodzi o to, że jestem zarozumiały, czy pyszny. Nie chcę uważać się za fałszywie skromnego. Po prostu: robię to, co kocham i staram się robić to jak najlepiej. Nie mam innego pomysłu na życie. Chociaż pomysł pisania książek jest bardzo ryzykowny. Rynek jest nasycony, mnóstwo księgarni się zamyka. W Polsce zarabia jedynie kilku najlepszych autorów. To jest bardzo trudne wyzwanie. Ale Bóg lubi trudne wyzwania”.

[…]

Pierwsza powieść Pawła Cwynara – „Wysłuchaj mnie Proszę” ukazała się w 2016 roku. Autor nie chciał jednak w swoich książkach opisywać przestępczego życia. Jak twierdzi: „twórca jest odpowiedzialny za kreowaną treść. Mogę opisać w jaki  sposób zakopać trupa, żeby helikopter z termowizją jego nie znalazł, ale po co?”.  Mówi również, że wcale nie ma łatwiejszego życia, niż wtedy, gdy był przestępcą. Posiada jednak wewnętrzny spokój i wiarę, że nie jest w tym wszystkim sam.

W trakcie naszego spotkania podkreśla, że aby przetrwać najmroczniejsze chwile, trzymał się zasad, które wyznawał przez całe życie. Począwszy od wczesnej młodości, poprzez poprawczak, więzienie, a skończywszy na zasadach zawartych w dekalogu. Dodaje, że zasady wyznaczają kierunek drogi i dają oparcie w najtrudniejszych momentach. Dzisiaj zawsze nosi różaniec zawieszony na szyi.

Obecnie pracuje nad zakończeniem dwóch kolejnych powieści.  Mieszka i pracuje w Sztokholmie. Przyjeżdża do Polski, aby spotykać się ze swoimi czytelnikami oraz odwiedzać osadzonych w zakładach karnych i dzielić się historią swojego życia


Tekst pierwotnie został opublikowany na portalu Deon.pl